misterna część

odpowiedzialnemu za etykietę. – Muszę się przewietrzyć – wycedził przez zaciśnięte zęby.
Eunuch ukłonił się i zaczął robić przejście za krzesłami.
Lord Ido wstał, pożegnał się kiwnięciem głowy ze mną i lady Delą i zgiął się w głębokim pokłonie przed cesarzem. Patrzyliśmy, jak oddala się tyłem, nie zwracając uwagi na zachowanie mijanych dostojników.
– Ostatnio coraz częściej puszczają mu nerwy – stwierdziła lady Dela w zamyśleniu.
Koło niej przyklęknął młodziutki eunuch z haremu, czekając, aż będzie mu wolno przekazać wiadomość.
– Niech zgadnę – zwróciła się do niego z westchnięciem. – Lady Jila chce zamienić ze mną dwa słowa, zanim wygłoszę jej arcydzieło.
Eunuch kiwnął głową, daremnie starając się powstrzymać od uśmiechu.
– Pozwolisz, lordzie Eonie, że cię opuszczę. – Lady Dela zebrała w garść brzegi sukni, szykując się do odejścia.
– Oczywiście.
Odwróciłam się do Dillona i dotknęłam jego ramienia.
– Na co czekasz? Wytrzyj się – powiedziałam.
Przycisnął ręcznik do rozcięcia nad okiem.
– Zapomniałem – rzekł jakby do siebie.
– Za dużo wina. – Odsunęłam jego rękę i przyjrzałam się ranie. – No, krew już nie leci.
-Wszystko jest… Po prostu to nie jest… – Urwał i obejrzał się z przestrachem, lecz lord Ido opuścił już salę.
– Łatwe, co? Chociaż lepsze to, niż nie zostać wybranym.
Uśmiechnął się mgliście.
– Kiedy dotykałem perły Szczurzego Smoka, kiedy przepływała przeze mnie moc, czułem się jak zdobywca świata. – Popatrzył na mnie z wyrazem zachwytu na twarzy. – Ty wiesz, jakie to uczucie.
Odpowiedziałam uśmiechem.
– Wiem.
– A kiedy rozbrzmiało we mnie jego prawdziwe imię, omal nie pękłem ze szczęścia.
Jakby czas się zatrzymał. Prawdziwe imię? Wszystkie mięśnie w moim ciele napięły się, gdy ogarnęło mnie straszne przeczucie.
– Prawdziwe imię… – powtórzyłam.
– Też czułeś wtedy wielką radość, panie? – zapytał Dillon.
Sztywno kiwnęłam głową.
Czy to właśnie był ów szept, który tylko otarł się o moją świadomość? Pamiętam, że przyciskałam ucho i ręce do złotej perły, usiłując usłyszeć ginący dźwięk. Dlaczego imię smoka nie rozbrzmiało we mnie jak w przypadku Dillona? Zrobiło mi się duszno. Czy dlatego, że nie wykrzyczałam swojego sekretnego imienia? Przecież by mnie zabili.
A więc zmarnowałam swoją jedyną szansę na poznanie imienia czerwonego smoka.
Dillon starł krew z policzka.
– To niesamowite, że mogę w każdej chwili wezwać Szczurzego Smoka i jego moc – powiedział. – Lord Ido nauczył mnie już formułek grzecznościowych. – Spojrzał na drzwi i odprężył się, widząc, że jego pan jeszcze nie wrócił.
Nie potrafiłam wezwać Lustrzanego Smoka.
Nie potrafiłam wezwać jego mocy.
Nie potrafiłam spełnić woli cesarza.
A skoro nie mogłam wezwać smoka i posłużyć się jego mocą, nie byłam potrzebna cesarzowi i swojemu mistrzowi. Nie byłam potrzebna nikomu.
– Dobrze się czujesz, panie? – zapytał Dillon.
Nikt nie może się o tym dowiedzieć. W przeciwnym razie mnie zabiją. Zabiją mistrza. Na rozkaz cesarza oboje pójdziemy na stracenie.
– Lordzie Eonie…
Wzdrygnęłam się, kiedy Dillon ostrożnie dotknął mojej dłoni.
– Niesamowite, wiem – powiedziałam, zmuszając się do uśmiechu.
Obok mnie eunuch odsunął krzesło przed lady Delą.
– Zmieniła słowo. – Usiadła. – Artysta nigdy nie jest z siebie zadowolony.
W ciągu następnych paru godzin nie umiałam otrząsnąć się ze strachu i gorzkiej, palącej prawdy: nie umiem wezwać smoka. Po pewnym czasie powrócił lord Ido. Podano nowe dania. Jadłam, póki nie powstało w gardle okropne uczucie sytości, niepozwalające mi upchać w ustach niczego więcej. Poeci recytowali wiersze. Klaskałam i uśmiechałam się, choć niewiele do mnie docierało. Tylko jeden fragment, czytany przez lady Delę, przedarł się do mojej świadomości:
Księżyc wschodzi wraz ze słońcem,
Perła Nocy lśni na niebie,
Mrok ostudza dni palące,
Chłodem rosi suche ziemie.
Lord Ido gwałtownie uniósł głowę. Uprzejma cisza na sali nagle nabrzmiała oczekiwaniem; czułam, że wszyscy kierują spojrzenie na mnie i na niego. Cesarz zaczął klaskać, książę szybko poszedł za jego przykładem. Dworzanie i inni goście pośpiesznie przyłączyli się do owacji. Lady Jila wygrała nefrytową nagrodę, którą młody eunuch z haremu zaniósł za przegrodę.
Wtedy nareszcie uczta dobiegła końca. Wszyscy padliśmy na kolana, kiedy cesarza wywieziono z sali kunsztowną lektyką. W ślad za nim znikł książę. Wpatrywałam się w mozaikę na podłodze w nadziei, że jeśli zajmę czymś myśli, dreszcze przestaną wstrząsać moim ciałem. Wokół mnie ludzie z wolna wstawali. serwis iphone Warszawa
Pod nieobecność cesarza prowadzili rozmowy w swobodniejszym tonie. Dostrzegłam za sobą rosłą postać Ryka. Chwycił mnie za łokieć swoją mocarną ręką i dźwignął na nogi.
Lady Dela przypatrywała mi się uważnie.
– Źle się czujesz, panie?
Pokręciłam głową w obawie, że jeśli otworzę usta, zwymiotuję.
– Zorganizuję ci powrót do apartamentu.
Skinęła na przysadzistego eunucha i półgłosem dała mu wskazówki. Ukłonił się i poprowadził mnie przez salę, przy czym tak kluczył między gośćmi, żeby nikt nie zagrodził nam drogi. Pierwsza wyszłam na dziedziniec. Eunuch powiódł mnie chyżo dróżką przechodzącą między ładnymi zabudowaniami i przez ogrody oświetlone okrągłymi, czerwonymi latarenkami. Oddychałam głęboko, chcąc złagodzić nudności rześkim, nocnym powietrzem. Wiedziałam, że nie uniknę wymiotowania, ale najpierw chciałam zdjąć „Suknię ukojenia”. A więc co sił do apartamentu…
W końcu eunuch się zatrzymał.
– Przybyliśmy, panie – oznajmił z ukłonem.
Zgięłam się, ciężko dysząc. W mdłym świetle latarni nie rozpoznałam ogrodu ani wejścia do swojego apartamentu. Czyjś cień zszedł z niskiego podwyższenia i przybrał postać Rilli.
Odprawiłam eunucha.
– Dziękuję, możesz odejść.
Ukłonił się i wsiąkł w ciemności. Rilla chwyciła mnie, gdy osunęłam się na kolana.
– Niedobrze mi – jęknęłam. – Zdejmij ze mnie tę suknię.
– Podniosła mnie i zaprowadziła, zgarbioną, na podwyższenie. Suknia – wychrypiałam.
Położyła mnie delikatnie na stopniu i pociągnęła koniec szarfy, żeby ją rozwiązać.
– Nie ruszaj się – powiedziała. – Zaraz będzie po sprawie.
Utkwiłam spojrzenie w lampie, sapiąc. Szarfa rozluźniła się

tak jak powinno być

Czterech muzyków wyszło w pokłonach na środek sali. Za nimi podążała trupa złożona z dwunastu mężczyzn, każdy przebrany za jedno ze zwierząt w rocznym cyklu. Byli to słynni Smoczy Tancerze; słyszałam o nich, lecz nigdy nie występowali poza murami pałacu. Tancerz ubrany w czerwień Lustrzanego Smoka ukłonił się przede mną. Jego wyszukana suknia mieniła się srebrnymi paciorkami, wszytymi w materiał na podobieństwo łuskowatej skóry. Z tyłu ciągnął się długi tren. serwis macbook Warszawa
Pierwsze drżące dźwięki fujarek wypełniły salę i uciszyły gwar rozmów. Artyści zaczęli się poruszać, przy czym mową ciała nawiązywali do cech poszczególnych smoków. Ilustrując tańcem niebiański cykl, przedstawiali święty obowiązek lorda Smocze Oko, polegający na ochronie kraju i opiece nad jego mieszkańcami. Wzdychałam z zachwytu, kiedy wzywali deszcz padający pięknymi, srebrnymi wstęgami, zmieniali bieg rzek piorunami z błękitnego jedwabiu i uciszali wichry wykonane z muślinowych płacht. Później każdy w pojedynkę skakał i wirował, aby zobrazować cnotę, której strażnikiem był konkretny smok. Kiedy przyszła pora na czerwonego tancerza, dołączył do niego drugi identycznie przebrany; obracali się i skakali w doskonałym zgraniu, mieli bowiem być dla siebie lustrzanym odbiciem. Ich taniec przedstawiał prawdę. Mój smok był strażnikiem prawdy. Poruszyłam się niespokojnie, uderzona zawartą w tym ironią.
Występ został nagrodzony burzą krzyków i oklasków. Tupałam nogami, jak wszyscy naokoło; drżenie podłogi było probierzem naszego entuzjazmu. Kiedy tancerze wyszli w pokłonach, przybyli słudzy i zaraz dyskretnie podali pierwsze słodkie danie: ciasta polane syropem trzcinowym, orzechy smażone w cukrze, słodzone śliwki, plastry miodu, świeże jagody, maleńkie ciasteczka i słodkie bułeczki z fasolową pastą.
– Miód! – krzyknął Dillon, chwytając prosto z półmiska ociekający plaster. Pomachał przysmakiem w moją stronę. – Patrz, Eon! Miód!
Rozległ się głośny trzask kości uderzającej o kość. Głowa Dillona odskoczyła do tyłu.
– Zapominasz się, uczniu! – syknął lord Ido z ręką uniesioną po zamaszystym ciosie. Na środku jego czoła pulsowała gruba, sina żyła.
Dillon skulił się w krześle.
– Przepraszam, panie, przepraszam. Błagam o wybaczenie.
– Nie mnie przepraszaj, tylko lorda Eona.
Dillon obrócił się nieporadnie i nisko ukłonił.
– Wybacz, panie.
Patrzyłam z zaskoczeniem na jego blady kark i małe uszy. Pod spuszczoną głową na ziemię kapała krew i mieszała się z miodem, ściekającym z plastra, który chłopiec ciągle trzymał w ręku.
Lady Dela szturchnęła mnie w plecy.
– Nie czuję się obrażony – powiedziałam czym prędzej.
– Idź po ścierkę, trzeba tu posprzątać! – rozkazał lord Ido służącemu. – A ty – dźgnął palcem ramię Dillona – siedź cicho i nie przynoś mi więcej wstydu! – Otworzył dłoń, dając wytchnienie naprężonym knykciom.
Podbiegł eunuch z wilgotnym ręcznikiem.

Czyszczenie i tuning MacBooka

Tozay. – Kilka miesięcy temu zawitał do naszego miasta. Opowiadał, że rada zezwoliła ci zbliżyć się do lustra. Mój syn strasznie się ucieszył. Jest od ciebie rok młodszy, właśnie skończył jedenaście lat. W zasadzie powinien ze mną łowić ryby, sposobić się do zawodu, lecz tamtej zimy stracił rękę przy robocie z sieciami. – Jego szerokie oblicze ściągnęło się w wyrazie smutku. czyszenie macbook warszawa
– Musi być mu ciężko.
Popatrzyłam na swoją wykrzywioną nogę. Przynajmniej była cała. Sam wypadek, po którym miałam zmiażdżone biodro, zatarł się w mojej pamięci, ale nie widok konowała stojącego nade mną z pordzewiałą piłą, zastanawiającego się, gdzie ciąć. Zamierzał urżnąć mi nogę, lecz mistrz powstrzymał go i sprowadził nastawiacza kości. Nieraz jeszcze czułam tamten zapach zakrzepłej krwi i mięsa psującego się na połamanych zębach piły.
Ruszyliśmy przed siebie. Zerknęłam ukradkiem na koniec przejścia; chłopcy czujnie stali w szeregu. Mistrz Tozay sprężył się w sobie, spostrzegłszy przyczajoną bandę.
– O, tak, ciężko mu. I ciężko rodzinie. – Musnął palcami rękojeść noża. – Zaczekaj, kamień wpadł mi do buta – dodał głośniej i przystanął. naprawa apple macbook
Odwróciłam się i patrzyłam, jak schyla się i wciska palec do wysłużonego buta.
-Widać, żeś sprytny – odezwał się po cichu. – Jeśli potrzebujesz ochroniarza, stań przy mnie z drugiej strony. – Wyraz jego oczu nadawał słowom siłę rozkazu, lecz nie wyglądał na rozgniewanego. Kiwnęłam głową i stanęłam po jego lewej stronie.
– Mam tylko nadzieję, że nie wyprowadzisz mnie na manowce. – Wyprostował się, nie spuszczając wzroku z chłopców.
– To naprawdę jest skrót.
Zerknął na mnie z ukosa.
– Bardziej dla ciebie niż dla mnie, co?
– Dla nas obu. Chociaż może odrobinę bardziej dla mnie.
Mruknął, rozbawiony, i położył mi rękę na ramieniu.
– Nie oddalaj się.
Szliśmy w stronę bandy, przy czym mistrz Tozay skrócił krok, żebym nadążyła. Największy z chłopaków, barczysty, ogorzały wyrostek o byczym karku wyspiarza, niby od niechcenia kopnął nam pod nogi kostkę brukową. Tocząc się i podskakując, o włos minęła moją stopę. Trzech koleżków parsknęło śmiechem. Byli to chłopcy z miasta, chude cwaniaczki skłonne do niepotrzebnej brawury, którym trzeba było tylko przywódcy. Najwyższy podniósł duży kamień i zaczął pocierać go palcem.
– Dzień dobry, chłopcy – zagadał do nich mistrz Tozay.

Naprawa i serwis macbook warszawa

To się nazywa zdroworozsądkowe podejście do życia. Zrobię, jak radzisz. – Przygarbił się, nadal uśmiechnięty.
Wstrzymałam oddech, kiedy opodal przesuwał się palankin, a potem ze zmrużonymi powiekami patrzyłam, jak kurz podnosi się i opada. Gdzieś za nami rozległ się głuchy łomot miecza: komuś garbowano już skórę. Idący na czele gwardzista powalił na ziemię kupca, który ruszał się niemrawo. Gdy palankin znikł za rogiem, tłum natychmiast rozluźnił się i poweselał. Ludzie wstawali, poprawiali ubranie, padły pierwsze ciche uwagi. Wsparłam się rękami o ziemię, wysunęłam nogę i też zamierzałam już wstać, gdy raptem potężne łapska chwyciły mnie pod pachy i dźwignęły do góry
– Tak lepiej, chłopcze? serwis macbook warszawa
– Nie dotykaj mnie! – Odskoczyłam z rękami na piersi.
– Nie bój się. – Uniósł dłonie pojednawczo. – Chciałem tylko podziękować za przysługę. Gdyby nie ty, daliby mi żelazem po grzbiecie.
Biła od niego woń rybiego tłuszczu, wodorostów i potu. Nawiedziło mnie przelotne wspomnienie: podaję ciężki warkocz czarnych glonów, a szczupła kobieta, moja matka, kiwa głową, uśmiecha się i zwija go do koszyka zawieszonego w pasie. Wizja znikła, nieuchwytna jak wszystkie dotyczące mojej rodziny.
– Przepraszam, zaskoczyłeś mnie – powiedziałam, przyciskając mocniej ręce do piersi. – Dzięki za pomoc. – Pokłoniwszy się uprzejmie, odeszłam. Po jego stalowym uchwycie długo jeszcze ciarki chodziły mi po skórze.
W przejściu między straganami nie było już bezpiecznie. Na drugim końcu zebrała się gromada chłopców z portu, pochylonych nad grą w kości. Zanosiło się na to, że pójdę okrężną drogą. Jak na komendę, nasilił się ból w biodrze.
Żeglarz znowu znalazł się przy mnie.
– Poproszę cię o jeszcze jedną przysługę – powiedział. – Wytłumaczysz mi, jak dojść do Bramy Urzędników?
Na jego twarzy nie odbijał się nawet cień podejrzliwości czy zaciekawienia. Było to zwykłe, niewinne pytanie. Skierowałam spojrzenie na chłopaków, a potem z powrotem na żeglarza. Wprawdzie nie wyróżniał się wzrostem, lecz miał potężny tors i surowy wyraz ogorzałej twarzy. Sprawdziłam, czy jest uzbrojony. Nosił nóż za pasem. Powinno wystarczyć.
– Idę w tym samym kierunku. – Przeprowadziłam go na drugą stronę drogi ku przejściu między kramami. Cel jego wędrówki niekoniecznie pokrywał się z moim, lecz głównymi ulicami szedłby o wiele dłużej.
-Jestem Tozay, mistrz rybołówstwa z Kan Po – rzekł, zatrzymując się przy pierwszym straganie. Splótł dłonie i pokłonił się jak dorosły dziecku.
Ucząc się o prehistorycznych miejscach, posiadających właściwości magiczne, zapamiętałam, że Kan Po leży na wybrzeżu. Znajdował się tam jeden z najszczęśliwiej usytuowanych portów w cesarstwie: miał kształt trzosu na pieniądze, w dodatku otoczony był siedmioma wzgórzami, co zapewniało mu wieczną pomyślność. Tamtędy też wiódł główny szlak ku wyspom i dalej.
-A ja Eon, kandydat na ucznia lorda Smocze Oko. – Raz jeszcze się ukłoniłam.
Zmierzył mnie od stóp do głów.

Serwis naprawa iPhone 4/4s/5/5c/5s warszawa

Profesjonalny serwis, naprawa Serwis Apple Iphone 3G,3GS,4,4S,5,5S,5C
U nas naprawisz Iphone:
**********************************
– wymiana szyby, dotyku i ekranu LCD
– wymiana obudowy na nową
– uszkodzone głośniki (górny/dolny)
– uszkodzony mikrofon
– uszkodzony connector dolny (np. nie ładuje) lub anteny
– wymiana baterii na nową
– wymiana obwódki chromowej
– nowy slot do 3G
– naprawa iPhone’a po zalaniu
– naprawa aparatu
– uszkodzone przyciski na obudowie (wibracja / wyłączanie / home / podgłaśnianie / port na słuchawki)
– naprawa / wymiana płyty glównej/komunikacyjnej
– naprawa /wymiana anteny/kabelków

************************************
Cechuje nas profesjonalizm i szybkie realizacje
Masz pytanie napisz lub zadzwoń Nasi serwisanci są do Państwa dyspozycji.

Naprawa telefonów apple iphone

Kate, niewiasta po trzydziestce, była inteligentna tudzież twórcza. Kiedy weszła aż do spółki spośród Jerrym, przerobiła zaplecze iphone News Storę i zamieniła je w istny eden dla miejscowych plastyków a pisarzy. W dodatku jakimś cudem udało jej się uciec atmosfery snobizmu. Bardzo starała się, ażeby everyman adorator wypieków tudzież prawdziwej kawy – od białych kołnierzyków po poetów, od chwili robotników spośród miasta po korporacyjnych młodych wilków – mógł się odprężyć, czytając sobie gazetę w sąsiedztwie kontuarze. Umiała sprawić, iż everyman czuł się mile widziany. apple iphone Helena ją ubóstwiała. Kiedy następnego dnia Helena przyszła aż do pracy, Kate próbowała rozładować dostawę mąki zaś cukru. Dramatyczny widok. – Lennie! Dzięki Bogu, jesteś wcześniej. Pomożesz mi…? – Wskazała na dwudziestokilogramowe worki. – Pewnie. Nie szarp się tak, albowiem byt ci się stanie w charakter – ostrzegła Helena zaś migiem powstrzymała nieudolne wysiłki Kate. – Dlaczego Louis tego nie zrobił? Nie było go serwis iPhone warszawa wcześnie rano w pracy? – Mówiła o jednym spośród pozostałych pracowników. – Przywieźli towar, podczas gdy wyszedł. Chciałam na ciebie serwis iphone naprawa poczekać, tymczasem niejaki interesant o wąski włos się nie przewrócił o to, toteż musiałam chociaż udawać, że zamierzam przestawić to cholerstwo – stwierdziła Kate. – Zajmę się mąką, jeśliby zrobisz mi byt do jedzenia -zaproponowała przymilnie Helena. Zatrzymała się, tak aby wybrać przekąskę. – Załatwione – odparła z wdzięcznością Kate natomiast zaczęła się krzątać spośród uśmiechem. Helena poczekała, aż Kate odwróci ipod apple się do niej plecami, bez wysiłku zarzuciła worek na ramię, swobodnym krokiem podeszła aż do blatu, otworzyła wór oraz przesypała trochę mąki aż do mniejszego plastikowego pojemnika, z którego Kate korzystała w kuchni. Resztę starannie przetranspor- 14 towała aż do schowka. W tym czasie Kate nalała jej różowej musującej lemoniady, którą Helena tak lubiła, tej z Francji, jednego z tych miejsc, gdzie aż strach chciała pojechać. – To dość nie ta twoja niesamowita siła, przede wszystkim podczas gdy na kogoś nie inaczej szczupłego, mnie martwi. Tak rzeczywiście wkurza mnie, iż nigdy się nie zasapiesz. Nawet w tym gorącu – powiedziała Kate, krojąc wiśnie natomiast ser. – Zasapałam się – skłamała Helena. – Odetchnęłaś. A owo duża różnica. – Mam po prostu większe płuca aniżeli ty. – Ale skoro jesteś wyższa, potrzebujesz więcej tlenu, tak? Stuknęły się szklankami oraz upiły haust lemoniady – uznały, iż są kwita. Kate była cokolwiek niższa i pulchniejsza od Heleny, jednakowoż nie niska jednakowoż gruba. Za każdym razem, kiedy Helena na nią patrzyła, przychodziło jej na propozycja fraza „pociągająca”, i to w znaczeniu „seksownie zaokrąglona”. Nigdy jednak o tym nie mówiła. Bała się, że Kate mogłaby ją byle jak zrozumieć. – Dziś wieczorową porą jest zgromadzenie klubu książki? – spytała. – Uhm. Ale wątpię, by każdy chciał rozmawiać o Kunderze. – Kate uśmiechnęła się znacząco i po-brzękała kostkami lodu w szklance. – A co? Jakieś gorące plotki? – Skwierczące. Na wyspę sprowadziła się jak mówią bardzo liczna rodzina. – Do Siasconset? Kiedy Kate pokiwała głową, przewróciła oczami. – Oho! Czyżby panna przyzwoita gardziła plotkowaniem spośród resztą? – zażartowała Kate i pstryknęła wodą, która osadziła się na szklance, na Helenę. Helena odegrała scenę spośród wrzaskami, tudzież w przyszłości musiała puścić na chwilę Kate, żeby podliczyć kilku klientów. Jak owszem owo zrobiła, wróciła dokończyć rozmowę.